Menu

Za niebieskimi drzwiami

24 grudnia 2016 - 9+, Wszystkie
Za niebieskimi drzwiami

wiek: 9+
autor: Marcin Szczygielski
wydawnictwo: Latarnik

Długo zabierałam się do przeczytania tej książki. Do jej lektury zachęcało mnie nazwisko autora – Marcina Szczygielskiego. Szczygielski – wiadomo – co książka – to nagroda. Od czytania odstręczała mnie jednak… okładka. Zamykała mi tę książkę skuteczniej niż tytułowe drzwi. O ironio ilustracja na okładce jest pracą tegoż samego autora, co tekst. Ja jednak zdecydowanie wolę, jak Pan Marcin pisze, niż rysuje. Ale cóż – to nie ja jestem „grupą docelową”. Nie do mnie adresowana jest ta książka. Może dla 9-12 latków taki stwór jest „spoko” albo „w porzo”. Mnie zresztą nie przeszkadza obecność strasznego stwora na okładce – lubię potwory, a w wieku potencjalnych odbiorców Za niebieskimi drzwiami po prostu uwielbiałam się bać. Chodzi mi tylko o ”poetykę” tego obrazka – jakoś bardziej pasuje mi do gazetki niższych lotów niż do świetnej literatury, jaką bez wątpienia ta książka jest.

Wsiąkłam w tekst od pierwszego zdania. I chociaż historia wydaje się sztampowa (wypadek, przeniesienie do starego domu na prowincji, fizyczna ułomność, wyobcowanie) to jednak lekkość narracji głównego bohatera (który od razu wydaje się swojski i sympatyczny, bardzo łatwo się z nim utożsamiać) sprawia, że doczytanie tej książki do końca i poznanie losów Łukasza szybko staje się priorytetem wśród innych zajęć.

Jak już pisałam, rozwój akcji jest przewidywalny – po wypadku samochodowym dwunastoletni Łukasz trafia do nad morze do domu (absolutnie niesamowitego domu- pensjonatu) swojej nieznanej dotąd ciotki. Jego tworząca się dopiero relacja z krewną jest opisana z dużym wyczuciem emocji buntującego się dziecka, którego cały świat runął w gruzy z powodu śpiączki matki. Sceneria poniemieckiego pensjonatu sprawia, że czytając nie raz miałam gęsią skórkę, jakbym to ja, a nie Łukasz, kręciła się sama po starym fascynującym i trochę strasznym domu.

W środku książki pojawiają się elementy fantastyczne. Moim zdaniem w niektórych powieściach (np. Czarownica piętro niżej) Szczygielski zbyt szafuje magią – tu jednak prowadzi nas przez inne wymiary nie nadużywając magicznych fajerwerków. A co najważniejsze, ze strony na stronę czujemy zmieniające się między bohaterami relacje. Grupa początkowo prześladujących Łukasza rówieśników staje się grupą przyjaciół i towarzyszy w misji, ni mniej, ni więcej, tylko ratowania ludzkości przed pewną zagładą.

Najlepsze jednak jest zakończenie. Totalnie nieoczekiwane, zaskakujące, tłumaczące wszystkie „nadprzyrodzone” zjawiska w całkowicie niespodziewany i poniekąd racjonalny sposób. Poniekąd, ponieważ pozostawiające też miejsce na trochę paranormalności, której nie powstydziłby się sam Stephen King.

Nie mogę napisać więcej, bo naprawdę warto przeczytać tę książkę i dać się zaskoczyć jej fabule. Nie chcę więc nikomu zepsuć tej frajdy, jaką bez wątpienia jest lektura Za niebieskimi drzwiami Marcina Szczygielskiego. W dodatku czytające ją dziecko z łatwością utożsamia się z narratorem i poznaje świat jego problemów. Razem z nim styka się z problemami dotyczącymi tożsamości, miejsca w nowej grupie, samotności. To może mu pomóc zrozumieć własne przeżycia lub lepiej odnosić się do rówieśników, którzy się z nimi brykają.

Dlatego polecam przez duże P.

Dodaj komentarz